Spadek produkcji o 2,4 proc. Ekipa skończyła, rozliczenie jeszcze w zeszycie
25 sierpnia 2026 r. GUS podał, że produkcja budowlano-montażowa w lipcu spadła o 2,4 proc. rok do roku. Część firm wskazała nieregularne rozliczenia po zakończeniu robót. Dla wykończeniówki to luka między obmiarem, podpisem inwestora i piątkową wypłatą ekipy.
25 sierpnia 2026 r. Główny Urząd Statystyczny podał wstępne dane o budownictwie za lipiec. Produkcja budowlano-montażowa spadła o 2,4 proc. w skali roku, po czterech miesiącach wzrostu. W czerwcu ten sam wskaźnik rósł o 5,2 proc. Część przedsiębiorstw wskazała jako przyczynę nieregularny charakter rozliczeń po zakończeniu robót, bardziej odczuwalny niż zwykle o tej porze roku.
Dla firmy, która stawia ściany albo wykańcza mieszkania, ta formuła nie brzmi jak statystyka. Brzmi jak tydzień, w którym ekipa zeszła z budowy, a faktura jeszcze nie wyszła. Robotę widać. Pieniędzy nie.
Po wyeliminowaniu sezonowości produkcja w lipcu była o 3,8 proc. niższa niż w czerwcu i o 2,2 proc. niższa niż rok wcześniej. Od stycznia do lipca spadek wyniósł 2,5 proc. Oprogramowanie dla firmy budowlanej tego spadku nie odwróci. Może skrócić lukę między skończoną pozycją a dokumentem, z którego da się wystawić fakturę.
Co GUS i KRD podały pod koniec sierpnia
W lipcu sprzedaż robót spadła we wszystkich trzech działach. Najmocniej w robotach specjalistycznych: o 6,4 proc. Wznoszenie budynków: minus 1,8 proc. Inżynieria lądowa i wodna: minus 0,2 proc. W całym okresie styczeń–lipiec budynki były 4,5 proc. poniżej roku poprzedniego, roboty specjalistyczne 2,5 proc., inżynieria 1,0 proc.
Głębszy podział dotyczy charakteru robót. Roboty remontowe w lipcu były o 29,8 proc. niższe niż rok wcześniej. Roboty inwestycyjne wzrosły o 10,5 proc. Od stycznia do lipca remonty spadły o 28,3 proc., inwestycje wzrosły o 9,3 proc. Udział inwestycji w produkcji ogółem urósł do 76,9 proc. z 68,6 proc. rok wcześniej.
Firma, która żyła z łazienek w zajętych mieszkaniach i z drobnych napraw, widzi w tych liczbach puste tygodnie. Firma na nowym osiedlu albo na kontrakcie deweloperskim widzi kolejkę odbiorów. Obie potrzebują tego samego: pozycji do rozliczenia, zanim ekipa rozjedzie się na następną budowę.
21 sierpnia GUS opublikował też badanie koniunktury. Bankier.pl, za PAP Biznes, podał, że 59,7 proc. firm budowlanych planuje utrzymać nakłady inwestycyjne w 2026 r. na poziomie z 2025 r. Główną barierą inwestycji pozostają wysokie koszty ich realizacji — w przemyśle wskazało je 51,1 proc. firm, w handlu detalicznym 50,3 proc., w pozostałych badanych sektorach ponad 40 proc.
25 sierpnia Business Insider, na podstawie tego samego badania GUS, opisał nastroje w branży budowlanej jako podzielone niemal pół na pół. Dobrze swoją bieżącą sytuację oceniało 13,3 proc. firm, źle 13 proc. Rok wcześniej było to 10,4 i 15,2 proc. Wzrost zatrudnienia planowało 4,1 proc. przedsiębiorstw budowlanych, spadek — 7,4 proc.
Branża nie nabiera ludzi na zapas. Liczy, czy z zakończonej roboty wróci gotówka, zanim trzeba zapłacić ekipie, hurtowni i leasingowi na samochód.
29 sierpnia 2026 r. Bankier.pl, za PAP, opisał raport Krajowego Rejestru Długów. W rejestrze jest 1075 przedsiębiorstw z długiem co najmniej 1 mln zł. Łącznie ponad 2,36 mld zł i 38 tys. niezapłaconych zobowiązań. W maju 2025 r. takich firm było 865, a kwota przekraczała 1,7 mld zł. W budownictwie jest 150 takich dłużników. Ich zaległości: 378 mln zł. Więcej dłużników-milionerów ma tylko handel (263 firmy, 489 mln zł), przemysł (161, 357 mln zł) i transport (152, 275 mln zł).
Prezes KRD Adam Łącki, cytowany w materiale, ocenił przekroczenie tysiąca takich dłużników jako niepokojący sygnał i dodał, że milionowe zaległości zwykle kumulują się z kolejnych nieuregulowanych zobowiązań, a nie powstają z dnia na dzień. 222 z tych firm ma niezapłacone rachunki wobec jednoosobowych działalności. Kwota, na którą czekają ci przedsiębiorcy: 113 mln zł.
W łańcuchu budowy na końcu tej kolejki często stoi podwykonawca z kilkoma ludźmi. On nie ma miliona złotego długu w rejestrze. On ma fakturę, której nikt nie potwierdził, i listę płac na piątek.
Przykład: kilka mieszkań, kilka ekip, jeden piątek
Wyobraźmy sobie firmę wykończeniową. Kilka ekip, jednocześnie kilka mieszkań w jednym nowym bloku. To przykład, nie klient i nie reportaż z konkretnej budowy.
Jedna ekipa skończyła łazienkę. Płytki są na ścianie, silikon schłonął, zdjęcia poszły inwestorowi komunikatorem. Obmiar jest w zeszycie brygadzisty: metry glazury, metry gładzi, punkty elektryczne, które „miały być w cenie” albo nie. Inwestor odpisuje, że wanna stoi krzywo i że nie podpisze, dopóki ktoś nie poprawi. Ekipa jest już na następnym mieszkaniu. Poprawki mają wejść „w przyszłym tygodniu”.
W piątek trzeba wypłacić ludzi. Zeszyt brygadzisty nie jest dokumentem do faktury. Wiadomość z komunikatora nie jest protokołem odbioru. Excel w biurze ma inną powierzchnię łazienki niż ta, którą ekipa zmierzyła po ułożeniu płytek. Kierownik spędza wieczór na składaniu trzech wersji tej samej roboty w jedną kwotę, której inwestor jeszcze nie uznał.
W tej historii nie brakuje chęci do pracy. Brakuje jednej karty budowy, na której pozycja, zdjęcie, status odbioru i godzina ekipy są tym samym rekordem. Gdy pozycja ma status „do poprawki”, biuro widzi, że faktury nie ma. Gdy ma status „odebrane”, można wystawić dokument i nie zgadywać, czy kafelkarz ma dostać całość, czy część.
Taka karta nie musi być dużym systemem. Przy jednym mieszkaniu wystarczy wspólna tabela. Przy kilku mieszkaniach i kilku ekipach tabela zaczyna kłamać, bo każdy zapisuje w swoim pliku. Wtedy pomaga panel, w którym brygadzista z telefonu zamyka pozycję, a biuro widzi to bez przepisywania zeszytu.
Obmiar, którego nie da się wystawić z pamięci
Rozliczenie robót zaczyna się od pomiaru. Glazurnik liczy metry ułożonej płytki, nie metry z projektu, bo wnęka na pralkę zjadła powierzchnię, a ściana wyszła krzywo i doszły pasy. Tynkarz liczy metry, które faktycznie zaszpachlował. Elektryk — punkty, które są w ścianie, nie te z pierwszej wyceny sprzed trzech miesięcy.
Jeśli obmiar zostaje w zeszycie, do biura wraca skrót. Czasem zdjęcie. Czasem wiadomość „łazienka zrobiona, 18 metrów”. Na fakturze pojawia się 18, w projekcie było 21, inwestor pamięta 21, ekipa przysięga na 18. Spór nie dotyczy jakości kleju. Dotyczy tego, kto ma obowiązującą liczbę.
Protokół odbioru powinien tę liczbę zamknąć. W praktyce protokół czeka na podpis osoby, której nie ma na budowie w piątek. Albo wraca z adnotacją o usterce, która nie zmienia metrów, ale wstrzymuje całą pozycję. Firma nie wystawia faktury „na część”, bo nie ma w ofercie rozbicia na glazurę, silikon i poprawkę wanny. Albo wystawia całość i potem koryguje, gdy inwestor zapłaci mniej.
Tu nie pomaga kolejny arkusz z kolumną „uwagi”. Pomaga lista pozycji na konkretnej budowie: ilość z oferty, ilość z obmiaru, zdjęcie z datą, status oczekuje / przyjęte / spór. Brygadzista zamyka pozycję z telefonu. Kierownik nie dzwoni wieczorem, żeby odtworzyć metry z pamięci.
Gotowy program do budów często ma kosztorys i fakturę. Rzadziej ma obieg, w którym to ekipa w terenie jest źródłem ilości, a nie biuro po fakcie. Jeśli firma rozlicza się ryczałtem od mieszkania, taki obieg może być zbędny — liczy się odbiór całości. Jeśli rozlicza metry i punkty, bez tej listy każda faktura jest negocjacją od zera.
Grafik ekipy i kasa, której nie da się przesunąć
Ludzie w firmie wykończeniowej nie stoją na jednej budowie od poniedziałku do piątku. Rano glazura w jednym mieszkaniu, po południu poprawka w drugim, w środę ktoś nie przyszedł, w czwartek trzeba pożyczyć człowieka z innej ekipy, bo wylewka schłonie i okno się zamyka.
Godziny żyją w komunikatorze. „Byłem do piętnastej.” „Wpadłem na godzinę na poprawkę.” Biuro składa z tego listę płac. Inwestor płaci od metra albo od etapu, nie od godziny. Różnica między tym, co firma winna ekipie, a tym, co może wystawić na fakturze, wychodzi dopiero przy zestawieniu. Często za późno, żeby zmienić skład ekipy w tym tygodniu.
GUS w lipcu mówi o rozliczeniach po zakończeniu robót. W małej firmie to samo napięcie widać w drugą stronę: robota się skończyła u klienta, a u pracowników tydzień się nie skończył, bo jest jeszcze piątkowa wypłata. Jeśli godziny nie są przypisane do mieszkania i do pozycji, właściciel nie wie, czy łazienka, która czeka na podpis, zjadła dwa dni, czy pięć.
Aplikacja w telefonie, w której pracownik zaznacza budowę i czas, nie zastąpi kierownika. Zastąpi przepisywanie z czatu. Przy kilku osobach i jednym obiekcie wystarczy zeszyt. Przy kilku ekipach, które skaczą między mieszkaniami, zeszyt każdego brygadzisty daje inną prawdę. Wspólny timesheet per budowa pokazuje, kto był, kto nie dojechał, i na której pozycji stoją godziny. Aplikacja dla serwisu terenowego robi to samo w innym rzemiośle: zlecenie, wizyta, raport. Na budowie wizytą jest dzień ekipy, raportem — zamknięta pozycja.
Nie każda nieobecność to no-show. Czasem ktoś jest na innej budowie tej samej firmy, tylko biuro o tym nie wie. Gdy grafik jest jeden, widać, że człowiek nie zniknął — jest dwa piętra wyżej.
Materiały leżą na budowie, stan jest w innym Excelu
Płytki do łazienki A stoją w mieszkaniu B, bo ekipa „na chwilę” wzięła karton, żeby domknąć wnękę. Klej kupiony do jednego lokalu schodzi na trzech, bo ktoś otworzył worki i nie zapisał. Hurtownia wystawi fakturę na firmę. Kierownik dowie się przy rozliczeniu mieszkania, że materiał „tego lokalu” rozjechał się po klatce.
Na jednej budowie da się to ogarnąć na kartce przy wejściu. Na kilku mieszkaniach jednocześnie kartka kłamie tak samo jak zeszyt z obmiarem. Magazyn centralny w garażu właściciela pokazuje, co wyjechało. Nie pokazuje, co zostało na którym piętrze i czy wolno to ruszyć.
Gdy roboty inwestycyjne rosną, a remonty spadają — jak w danych GUS za lipiec — firma częściej pracuje na nowym osiedlu, z powtarzalnymi mieszkaniami i wspólną klatką. Pokusa, żeby przesuwać materiał między lokalami, jest większa, bo wszystko wygląda tak samo. Rozliczenie z deweloperem albo z właścicielem lokalu tego nie wybacza: każdy lokal ma swoją umowę i swój zakres.
Tu pomaga stan przypisany do budowy, nie tylko do firmy. Przyjęcie z hurtowni na lokal. Przesunięcie z lokalu na lokal jako dokument, nie jako „weź z sąsiada”. Przy jednej ekipie i jednym mieszkaniu to nadmiar. Przy kilku lokalach jednocześnie bez tego marża znika w kartonach, których nikt nie policzył.
Usterka po odbiorze nie może żyć tylko w skrzynce
Inwestor nie podpisze, dopóki wanna nie stoi równo. Albo podpisze z listą usterek i wstrzyma część kwoty. W obu sytuacjach firma ma pracę do dokończenia i pieniądze, których nie ma. Lista żyje w mailu, w wiadomości, czasem na zdjęciu z odręczną strzałką. Ekipa, która ma poprawić, jest już na innym mieszkaniu. Kierownik obiecuje termin. Termin wypada, bo nie ma wolnego dnia w grafiku, który i tak jest w innym pliku.
Usterka bez przypisania do pozycji i do człowieka wraca po dwóch tygodniach jako pretensja. Inwestor pamięta wannę. Biuro pamięta, że „coś było”. Ekipa pamięta, że poprawiała silikon, nie poziom. Trzy pamięci, jeden spór o fakturę.
Zgłoszenie z zdjęciem, terminem i osobą nie jest luksusem. Jest tym samym obiorem, tylko w drugą stronę. Dopóki usterka jest otwarta, pozycja nie jest do fakturowania w całości — albo jest, ale z kwotą zatrzymaną. Oprogramowanie dla firmy budowlanej w tej roli nie maluje harmonogramu Gantta. Trzyma listę rzeczy, bez których nie ma czystego rozliczenia.
Przy wspólnocie albo zarządcy, który zgłasza usterki w wykończonym już budynku, ten sam mechanizm wygląda jak zgłoszenie z portalu. Różnica jest po stronie wykonawcy: on musi spiąć zgłoszenie z ekipą, która akurat jest na osiedlu, a nie z infolinią.
Faktura stoi, zobowiązania idą dalej
Z raportu KRD z końca sierpnia wynika, że 150 firm budowlanych ma co najmniej milion złotych zaległości, łącznie 378 mln zł. Typowa wykończeniówka nie figuruje w tej liście. Raport pokazuje skalę, w której niezapłacone faktury zbierają się w kwoty, które później wpadają do rejestru. Łącki mówi o kumulacji. Na budowie kumulacja zaczyna się od jednej niepotwierdzonej pozycji.
222 dłużników-milionerów — nie tylko z budownictwa — jest winna 113 mln zł jednoosobowym działalnościom. W łańcuchu podwykonawczym ta relacja jest codzienna: większy podmiot czeka na inwestora, mniejszy czeka na większego, ekipa czeka na mniejszego. Program nie zmusi kontrahenta do przelewu. Może pokazać, które budowy trzymają kasę i od ilu dni pozycja czeka na status „do faktury”.
Firmy z długiem powyżej miliona zł najwięcej są winne instytucjom finansowym — bankom, leasingowi, faktoringowi, funduszom. Ponad 1,04 mld zł, 44,3 proc. całej kwoty z raportu. Leasing samochodu ekipy nie czeka, aż inwestor podpisze protokół. Rata schodzi niezależnie od obmiaru.
Dlatego lista faktur oderwana od karty budowy jest ślepa. Księgowość widzi dokument. Kierownik widzi mieszkanie. Nikt nie widzi, że łazienka z lipca wciąż nie ma podpisu, a klej z hurtowni jest już po terminie płatności. Wspólny status — oferta, realizacja, odbiór, faktura, zapłata — nie przyspiesza przelewu od złego płatnika. Przyspiesza decyzję, czy brać następne mieszkanie u tego samego inwestora, zanim poprzednie się rozliczy.
Excel z kolumną „zapłacono” wystarczy, gdy budów jest kilka w roku i właściciel pamięta każdą. Gdy jednocześnie idzie kilka lokali, a ekipy rotują, pamięć właściciela jest jedynym systemem i pierwszym miejscem, w którym ginie termin.
Remonty spadły, inwestycje nie czekają na zeszyt
Lipcowy spadek remontów o prawie 30 proc. rok do roku i wzrost robót inwestycyjnych o 10,5 proc. to nie ten sam biznes pod inną etykietą. Remont w zajętym mieszkaniu ma gospodarza na miejscu, codzienny odbiór i krótką fakturę. Inwestycja na osiedlu ma odbiorcy, który pojawia się falami, powtarzalne lokale i spór o to, które mieszkanie jest „skończone”.
Firma, która przez lata żyła z remontów, a teraz wchodzi na nowe bloki, nagle ma więcej równoległych frontów. Grafik, który działał przy jednej łazience tygodniowo, nie działa przy czterech lokalach i dwóch ekipach. Obmiar, który gospodarz podpisywał na kartce przy drzwiach, czeka na przedstawiciela dewelopera.
To tłumaczy, dlaczego GUS słyszy o nieregularnych rozliczeniach właśnie latem. Sezon budowlany pcha inwestycje. Odbiorów jest więcej. Każdy odbiór to osobny dokument. Jeśli dokumenty są w mailach, lipiec w statystyce wygląda jak dziura, choć na klatce wciąż ktoś kładzie płytki.
Planowanie inwestycji i decyzje lokalizacyjne to osobna sprawa — ewidencja inwestycji i decyzji WZ dotyczy momentu, zanim ekipa w ogóle wjedzie na teren. Tu chodzi o moment po: gdy teren już oddano do użytku w rozumieniu roboty, a nie w rozumieniu kasy.
Kiedy wystarczy Excel, a kiedy nie
Jedna ekipa, jedno mieszkanie, właściciel na budowie codziennie. Zeszyt i faktura z programu księgowego wystarczą. Wdrażanie panelu, żeby zapisać osiem pozycji glazury, jest droższe niż strata na zaokrągleniu metrów.
Kilka ekip, kilka lokali, inwestor, który podpisuje raz w tygodniu. Wtedy Excel jeszcze działa, jeśli jest jeden i wszyscy do niego wpisują. Przestaje działać, gdy każdy ma swój plik, a wersja „ostateczna” żyje w załączniku z wtorku.
Gotowy program do budów, kosztorysów albo faktur bywa rozsądniejszy niż pisanie czegokolwiek od zera. Ma cennik, fakturę, czasem magazyn. Problem zaczyna się, gdy obmiar ma wyjść z telefonu brygadzisty, usterka ma zablokować pozycję, a godziny ekipy mają zejść się z lokalem, którego nie ma w standardowym „projekcie”. Wtedy firma albo zmienia swój obieg pod program, albo dokłada ręczną pracę wokół programu. Oba koszty są realne. Gotowy program czy oprogramowanie na zamówienie to właśnie to pytanie: czy proces da się wcisnąć w to, co już jest na rynku.
Integracja też bywa wystarczająca. Księgowość zostaje w dotychczasowym programie. Na budowie zostaje karta z pozycjami i statusem. Faktura wychodzi z księgowości, ale nagłówek i kwoty bierze z zamkniętych pozycji, nie z maila. Nie trzeba palić działającego FK, żeby ekipa przestała pisać metry na kartce.
Dedykowana aplikacja ma sens, gdy tych wyjątków jest dużo i powtarzają się co tydzień: inne rozliczenie z deweloperem niż z prywatnym inwestorem, ekipy na umowie i na B2B w jednym grafiku, materiał przesuwany między lokalami, zatrzymanie części kwoty na usterki. Jeśli wyjątków jest dwa w roku, taniej dopisać je w procedurze niż w kodzie.
Co z tego spiąć w jednym miejscu
GESOFT buduje panele pod konkretny obieg, nie pod uniwersalny „moduł budowy”. W opisanej lucie między robotą a kasą zwykle wracają te same elementy: karta budowy z pozycjami i obmiarem, status odbioru, godziny ekipy z telefonu, materiał przypisany do lokalu, lista usterek, która trzyma fakturę, i zestawienie, które pokazuje, co wolno wystawić.
Panel nie zastępuje kosztorysu urzędowego ani programu księgowego. Kosztorys zostaje tam, gdzie firma go ma. Księgowość zostaje tam, gdzie są faktury i ZUS. Zadaniem panelu jest pilnować, żeby liczba z budowy, liczba na fakturze i liczba do wypłaty nie pochodziły z trzech pamięci.
Lipcowy spadek o 2,4 proc. GUS tłumaczy między innymi tym, że rozliczenia po robotach nie wpadają w miesiąc równomiernie. W małej firmie to samo zdanie brzmi prościej: ekipa skończyła, dokument nie. Dopóki te dwie rzeczy mieszkają w zeszycie i w komunikatorze, każdy kolejny lokal na osiedlu powiększa lukę, zamiast ją spłacać.
Opisz projekt