Żółty worek bez puszek. Firma komunalna jedzie na tę samą posesję
31 sierpnia 2026 r. Wirtualna Polska opisała straty operatorów kaucji powyżej 50 mln zł. Do końca lipca zebrano 3,2 mld opakowań. RIPOK szacuje, że gminne instalacje straciły około połowy dochodu ze sprzedaży surowców, choć masa żółtych worków spadła tylko o 3–4 proc. Firma odbierająca odpady nadal musi wjechać na osiedle.
31 sierpnia 2026 r. Wirtualna Polska opisała sprawozdania finansowe operatorów systemu kaucyjnego za 2025 r. Wszystkie kończą się na minusie. Łączna strata przekracza 50 mln zł. Najwięcej, 27 mln zł, wykazał Kaucja.pl.
Rzeczniczka Kaucja.pl powiedziała WP, że do końca lipca zebrano 3,2 mld opakowań. Na koniec czerwca miało to być 2,3 mld. Na 2026 r. operatorzy mają wykazać zbiórkę na poziomie 77 proc. opakowań wprowadzonych do obrotu. Kluczowa data rozliczenia to 31 grudnia 2026 r.
Dla operatora automatu to bilans inwestycji i poziomu zbiórki. Dla firmy, która rano wysyła śmieciarki na osiedla, skutek jest inny. Z żółtego worka zniknęły butelki PET i metalowe puszki. Kurs pod blok został.
Szacunki RIPOK za pierwsze półrocze 2026 r.
12 sierpnia 2026 r. Rzeczpospolita opublikowała szacunki Rady Regionalnych Instalacji Przetwarzania Odpadów Komunalnych za pierwsze półrocze 2026 r. Prezes RIPOK Piotr Szewczyk powiedział, że gminne instalacje straciły ok. 50 proc. dochodów ze sprzedaży surowców. Koszt zagospodarowania odpadów w instalacjach wzrósł o mniej więcej 15 proc.
Szewczyk nie przyjmuje argumentu, że kaucja odciążyła gminny system, bo ubyło odpadów. Żółte worki straciły zaledwie 3–4 proc. masy. Wyjęto z nich dwa najcenniejsze surowce: PET i puszki. Tonę puszek Szewczyk wycenił na 9 tys. zł.
Marek Wójcik ze Związku Miast Polskich opisał w tym samym tekście kurs, którego nie da się skasować. Kiedyś mniejsza gmina wysyłała jedną ciężarówkę w miesiącu po plastik i przywoziła pełny ładunek. Dziś przywozi jedną trzecią, a wóz i tak musi wyjechać. Mieszkańcom nikt nie powie, że odbiór plastiku będzie raz na trzy miesiące, bo butelki poszły do automatu.
Maciej Kiełbus, prawnik doradzający samorządom, podał w „Rzeczpospolitej” skalę dopłat. W 2025 r. gminy dopłaciły do systemu ok. 1,5 mld zł przy kosztach szacowanych na ponad 15 mld zł. Część gmin podniosła stawki i nadal dopłaca.
Ustawa o rozszerzonej odpowiedzialności producenta nie obowiązuje. ROP ma, według rozmówców gazety, zasilić gminne systemy opłatą od wprowadzających opakowania. Projekt nie został uchwalony. MKiŚ napisało redakcji, że nie jest w stanie podać terminu przyjęcia projektu przez rząd.
Przykład: kilkanaście śmieciarek i trzy gminy
Wyobraźmy sobie spółkę, która odbiera odpady komunalne z kilku gmin wokół średniego miasta. Ma kilkanaście pojazdów, dyspozytora, załogi dwuosobowe i sortownię, która waży to, co wraca z trasy. To nie jest klient GESOFT. To typowa sytuacja, w której zator nie zaczyna się od paragrafu, tylko od listy ulic na dany dzień.
Umowy z gminami mówią, jak często odbierać zmieszane, bio, żółty worek, szkło i papier. Harmonogram jest w uchwale i na stronie urzędu. W praktyce dyspozytor układa dzień w arkuszu: pojazd, kierowca, ładowacz, kolejność ulic. Zmiany idą komunikatorem, gdy ktoś choruje albo wóz stoi w serwisie.
Po starcie kaucji żółty worek na klatce jest lżejszy o to, co ludzie oddali w sklepie. Masa na wadze spada o kilka procent. Wartość ładunku spada mocniej, bo z worka zniknęły puszki. Gmina nadal chce odbioru w tym samym rytmie. Mieszkaniec, który wystawił worek, nie interesuje się, czy w środku jest PET.
Zator w tej firmie wygląda tak: rano wóz wyjeżdża z listą z arkusza, po południu sortownia ma inną wagę niż w zeszłym roku, a wieczorem gmina dzwoni, że na jednej posesji nikt nie zabrał pojemnika. Dyspozytor zestawia to z pamięci i z wiadomości. Wspólna lista przystanków ze statusem — odebrane, nie wystawiono, reklamacja — zaoszczędziłaby to zestawianie.
Trasa, której nie ubywa
Odbioru nie planuje się od tony, tylko od posesji. Śmieciarka jedzie ulicą, bo w uchwale jest dzień i frakcja, a nie dlatego, że w worku jest akurat kilogram aluminium. Gdy aluminium poszło do automatu, kilometr zostaje.
W przykładzie spółki z kilkunastoma wozami widać to w czwartek, gdy jedzie żółty worek. Załoga robi te same podwórka co rok temu. Czas postoju przy bloku prawie się nie zmienia: trzeba otworzyć altanę, wciągnąć worki, zostawić porządek. Mniejsza wartość surowca nie skraca tej czynności.
Paliwo, serwis i dwie pensje na pojeździe liczą się od godzin i kilometrów. Jeśli dyspozytor nie widzi, który wóz skończył rejon, a który został na drugiej pętli, nadgodziny wychodzą po fakcie. Arkusz z rana nie mówi, czy kurs się zamknął.
Pomocna jest tu tablica tras na dany dzień, wspólna dla biura i załogi. Kierowca odhacza przystanek, dopisuje „nie wystawiono” albo robi zdjęcie altany. Dyspozytor nie dzwoni po kolei, żeby odtworzyć popołudnie. Taka karta kursu nie zastępuje tachografu ani zezwolenia na odbieranie odpadów. Porządkuje to, czego wóz i tak nie ominie.
Gotowy program do floty pokaże paliwo i przegląd. Nie pokaże, że w rejonie B w czwartek jedzie żółty worek, a w rejonie C — bio, i że te dwa grafiki nie mogą zjechać się na jednym pojeździe. Tu liczy się kalendarz frakcji przypięty do ulicy. Podobny problem — pojazd, zlecenie, dokument — firmy transportowe zestawiają na jednej karcie kursu. Zamiast listu przewozowego jest harmonogram gminy.
Waga na bramie i puste miejsce po aluminium
Sortownia zarabia na tym, co da się sprzedać. Wóz wjeżdża na wagę, zsypuje frakcję, wyjeżdża. Różnica mas idzie do ewidencji. Potem linia oddziela PET, aluminium, folię, zanieczyszczenia. Faktura do skupu idzie od tony i od jakości.
Gdy puszki warte 9 tys. zł za tonę poszły do systemu kaucyjnego, linia sortowni pracuje dalej. Przychód z tej części strumienia spada. Zostaje reszta plastiku, opakowania wielomateriałowe i to, czego mieszkaniec nie powinien wrzucać do żółtego worka. Koszt pracy sortowni, według RIPOK, jednocześnie urósł.
U tej samej spółki zator jest na styku wagi i biura. Kierowca ma kwit z wagi w kabinie albo na telefonie. Księgowość ma inną tabelę sprzedaży surowców. Gdy gmina pyta o tony z konkretnego miesiąca, ktoś ręcznie składa te dwa zbiory. Pomyłka o kilka ton wychodzi przy rozliczeniu umowy, nie przy zsypie.
Rejestr frakcji z datą, pojazdem, masą na wjeździe i wyjeździe oraz z powiązaniem do faktury skupu zamyka tę lukę. Nie musi to być osobny magazynowy ERP. Wystarczy, że waga nie żyje w zeszycie, a sprzedaż aluminium nie żyje w innym pliku niż zsyp z czwartku.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska chwali skalę zwrotów: na koniec maja 2026 r. było 1,6 mld opakowań, 62 tys. punktów zbiórki, w tym 13 tys. z automatami. WP dodało później 3,2 mld na koniec lipca. Im więcej idzie przez sklep, tym mniej wartościowego aluminium wpada na wagę komunalną. Sortownia tego nie „naprawi” większą prędkością taśmy.
Załoga wsiada, nawet gdy worek jest lżejszy
25 sierpnia 2026 r. GUS podał wynagrodzenia za lipiec. W sekcji dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami oraz rekultywacja przeciętna wyniosła 8721,40 zł brutto, o 7,3 proc. więcej niż rok wcześniej. W całym sektorze przedsiębiorstw było to 9509,02 zł, wzrost o 6,8 proc. Źródło: Sytuacja społeczno-gospodarcza kraju.
Średnia z sekcji nie jest stawką ładowacza na konkretnej śmieciarce. Pokazuje jednak, że załoga nie staniała w roku, w którym z worka ubyło aluminium. Firma płaci ludziom od godziny i od zmiany, nie od wartości puszek na wadze.
W zajezdni tej spółki dwuosobowa załoga na jednym wozie to najmniejszy komplet, który w ogóle wyjeżdża. Choroba kierowcy rano oznacza przestawienie grafiku trzech rejonów, bo ładowacz bez uprawnień nie pojedzie sam. Jeśli ewidencja godzin siedzi w osobnym pliku niż trasa, biuro dowie się o luce, gdy wóz nie wyjedzie z bazy.
Ewidencja godzin przypięta do pojazdu i rejonu pokazuje, kto jechał, ile trwała pętla i czy druga zmiana weszła z nadgodzin. To ten sam typ roboty, który firma sprzątająca robi przy godzinach na obiekcie: liczy się miejsce i czas, nie średnia krajowa. Tu miejscem jest ulica z harmonogramu.
Aplikacja w telefonie załogi ma sens, gdy kierowca nie wraca z kartką. Status przystanku i czas rozpoczęcia pętli wpisuje się przy altanie, nie przy biurku po myciu wozu. Jeśli załoga tego nie kliknie, biuro z powrotem ma komunikator.
Reklamacja, nowy operator i tekstylia dwa razy w roku
Od 1 września 2026 r. w Józefowie w powiecie otwockim obowiązuje nowa stawka: 45 zł od mieszkańca za odpady zbierane selektywnie i 100 zł przy braku segregacji. Gazeta Prawna opisała uchwałę z 17 lipca. Odbiór przejmuje PreZero. Zmienia się harmonogram. Gabaryty i zużyty sprzęt elektryczny mają jeździć dwa razy w roku. Nowością jest odbiór tekstyliów sprzed posesji, też dwa razy w roku.
Józefów przyjął do kalkulacji 20 600 mieszkańców oraz tony z 2025 r. W pierwszym półroczu 2026 r. odebrano tam 1489 ton odpadów zielonych i 1697 ton zmieszanych. Różnica to 208 ton. Bio jedzie prawie jak zmieszane. Latem wóz na bio nie jest dodatkiem do grafiku. Jest drugim grafikiem.
U dyspozytora z przykładu reklamacja nie czeka na nową uchwałę. Mieszkaniec dzwoni do gminy, gmina do biura, biuro do kierowcy, który jest na drugiej pętli. Pytanie brzmi, czy wóz był pod tym adresem. Bez zdjęcia altany i bez statusu przystanku zostaje słowo przeciwko słowu. Druga wizyta zjada godzinę załogi, która miała jechać dalej.
Zgłoszenie z adresem, frakcją, datą i zdjęciem, spięte z kartą kursu, kończy tę kolejkę telefonów. Gmina może dostać status bez czekania na ręczny raport. Mieszkaniec — przez urząd albo przez krótki formularz — widzi, że sprawa weszła do kolejki, a nie zginęła w skrzynce. To ta sama logika, której używa serwis terenowy przy raporcie z wizyty: miejsce, czas, zdjęcie, zamknięcie zlecenia.
Osobny kalendarz gabarytów, elektroodpadów i tekstyliów nie może wisieć na kartce przy tablicy w bazie. Te zbiórki są rzadkie, więc łatwo je pominąć, a mieszkaniec wystawia pralkę właśnie tego dnia. Jeśli data z uchwały nie siedzi w tym samym grafiku co zwykły czwartek, załoga dowiezie zmieszane i minie pralkę.
KPO i BDO obok listy ulic
Ewidencja w BDO i karty przekazania odpadów zostają. Urzędowego rejestru nie zastępuje się panelem firmy. Kłopot zaczyna się, gdy masa z wagi, KPO i raport dla gminy powstają w trzech miejscach i schodzą się dopiero przy kontroli albo przy aneksie do umowy.
Tam kierowca ma na telefonie zdjęcie kwitu z wagi, a dokument do BDO wystawia kto inny po południu. Jeśli tony się nie zgadzają, poprawka idzie następnego dnia, a wóz już jedzie inną frakcją. Lokalny rejestr mas, spięty z kursem, daje do BDO te same liczby, które poszły na wagę. Szerszy opis tego, czego urząd nie wybacza przy KPO, jest w tekście o ewidencji odpadów w firmie.
Gmina liczy poziomy recyklingu. Komunikat MKiŚ wyjaśnia, że w sprawozdaniu podmiotu zbierającego odpady komunalne nie uwzględnia się masy opakowań kaucyjnych zebranych w sklepach i innych punktach zwrotu. Te tony gmina bierze ze sprawozdania podmiotu reprezentującego, składanego do 31 stycznia. Firma odbierająca raportuje własny strumień z posesji. Jeśli waga i KPO rozjadą się, urząd dostaje dwa zestawy liczb: automaty w sklepie i worki z osiedla.
Arkusz, gotowy program, integracja, własny panel
Dwa wozy, jedna gmina, dyspozytor, który zna każdą altanę: arkusz i grupa na komunikatorze wystarczą. Koszt pisania czegokolwiek będzie wyższy niż strata czasu na telefon. Nie ma powodu ruszać działającego grafiku, jeśli kolizję widać z okna bazy.
Gotowy program do floty albo do serwisu terenowego bywa rozsądny, gdy firma chce GPS, listę zleceń i zdjęcia, a harmonogram gminny da się w nim odwzorować. Warunek: frakcje, dni i wyjątki (święto, gabaryt, tekstylia) mieszczą się w kalendarzu produktu, a nie w dopiskach na marginesie.
Integracja ma sens, gdy waga ma interfejs, księgowość ma format importu, a BDO zostaje tam, gdzie każe ustawa. Wtedy nie buduje się trzeciego magazynu. Masę z kursu łączy się z fakturą i z lokalną kopią tego, co poszło do urzędu.
Własny panel zaczyna się opłacać, gdy jest kilka gmin z różnymi dniami, sortownia ze sprzedażą surowców, reklamacje z urzędu i załoga, która nie wróci do papieru. Gotowiec przestaje wystarczać, gdy czwartek w gminie A to żółty worek, a w gminie B — bio, a waga ma służyć obu rozliczeniom. Wtedy nie kupuje się „systemu do śmieci”. Układa się dzień tak, jak wozy naprawdę jeżdżą.
Trasy, waga i zgłoszenia w jednym panelu
GESOFT projektuje panele i aplikacje terenowe pod obieg konkretnej firmy, nie pod uniwersalną gminę. W spółce odbierającej odpady zwykle schodzi to do kilku miejsc, które po kaucji widać w tym samym tygodniu: tablica tras, karta kursu ze statusem przystanku, rejestr mas z wagi, zgłoszenie reklamacyjne z adresem i lokalna ewidencja pod KPO.
Nie każdy z tych kawałków wymaga osobnego programu. Czasem wystarczy dopisać statusy do floty, która już jest, albo zestawić wagę z fakturą skupu. Rozmowa zaczyna się od tego, gdzie dziś ginie kurs albo tona, nie od listy modułów.
3,2 mld opakowań w automatach to skala z wypowiedzi dla WP. Mniejsza spółka komunalna czuje ten sam mechanizm przy jednym rejonie i jednym aucie na żółty worek. Różnica jest w liczbie wozów. Żółty worek nadal trzeba odebrać, nawet gdy puszki poszły do sklepu.
Opisz projekt