9509 zł średniej GUS. Firma sprzątająca liczy godziny na obiekcie, nie średnią krajową
20 sierpnia 2026 r. GUS podał, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw w lipcu wyniosło 9509,02 zł, o 6,8 proc. więcej niż rok wcześniej. W sekcji administrowanie i działalność wspierająca — tam urząd klasyfikuje m.in. utrzymanie czystości — liczby za lipiec nie opublikowano. Dla firmy sprzątającej rachunek schodzi się przy grafiku: kto wszedł na obiekt, ile godzin poszło na listę płac i czy faktura to pokrywa.
20 sierpnia 2026 r. Główny Urząd Statystyczny podał, że przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw w lipcu wyniosło 9509,02 zł. To o 6,8 proc. więcej niż w lipcu 2025 r. i o 1,1 proc. więcej niż w czerwcu.
Dla firmy sprzątającej ta średnia jest tłem, nie kosztem własnym. W tabeli GUS za lipiec w ogóle nie ma liczby dla sekcji administrowanie i działalność wspierająca, w której urząd umieszcza m.in. utrzymanie czystości. Pole oznaczono kropką: tajemnica statystyczna albo brak możliwości podania. Rok wcześniej, w lipcu 2025 r., ta sama sekcja miała 7292,08 zł.
Na obiekcie i tak schodzi się inny rachunek. Od 1 stycznia 2026 r. minimalne wynagrodzenie za pracę wynosi 4806 zł brutto, a minimalna stawka godzinowa przy umowie zlecenia 31,40 zł. Polska Izba Gospodarcza Czystości już w styczniu pisała, że koszty osobowe są głównym elementem ceny usługi i że kalkulacja etatu musi uwzględniać absencje oraz zastępstwa. Ewidencja godzin w firmie sprzątającej jest więc tym, od czego zależy, czy faktura pokryje listę płac.
Co GUS podał o płacach, a czego nie o sprzątaniu
Komunikat z 20 sierpnia dotyczy podmiotów z co najmniej dziesięcioma pracującymi. W lipcu było ich w sektorze przedsiębiorstw 6378,9 tys. etatów, o 0,8 proc. mniej niż rok wcześniej. Względem czerwca zatrudnienie wzrosło o 0,1 proc. Bankier.pl napisał, że to pierwszy miesięczny przyrost etatów od listopada 2025 r.
W tej samej publikacji GUS rozbił płace według rodzajów działalności. Najwyżej była informacja i komunikacja: 15 334,67 zł. Najniżej — pozostała działalność usługowa (6965,95 zł) i zakwaterowanie z gastronomią (7003,44 zł). Administrowania za lipiec 2026 r. nie ma.
Sytuacja społeczno-gospodarcza kraju z 25 sierpnia powtarza te liczby i dopowiada, że siła nabywcza przeciętnego wynagrodzenia wzrosła w skali roku o 3,6 proc. Od stycznia do lipca średnia w sektorze wyniosła 9366,10 zł, o 5,9 proc. więcej niż rok wcześniej.
Szersza średnia, liczona dla całej gospodarki narodowej, jest niższa. ZUS na podstawie komunikatu GUS podaje, że w drugim kwartale 2026 r. przeciętne wynagrodzenie wyniosło 9233,13 zł. W pierwszym kwartale było to 9562,88 zł. Różnica wynika z premii, nagród i odpraw, które GUS wlicza do wynagrodzeń — w lipcu urząd sam wskazał dodatkowe wypłaty, m.in. z okazji Dnia Leśnika.
Dla właściciela firmy sprzątającej z kilkunastoma osobami te publikacje mają dwie luki. Po pierwsze, mikrofirm GUS w sektorze przedsiębiorstw nie liczy. Po drugie, na obiekcie nikt nie dostaje 9509 zł. Ludzie pracują na etacie przy minimie albo na zleceniu przy 31,40 zł za godzinę. Średnia krajowa pokazuje tylko, jak daleko od reszty gospodarki siedzi ta stawka.
Dwudziestu ludzi, kilkanaście biur i poniedziałek po urlopach
Wyobraźmy sobie regionalną firmę sprzątającą. Około dwudziestu osób, kilkanaście stałych biur i kilka wspólnot mieszkaniowych. Kontrakty są na metry i częstotliwość, nie na imienną listę obecności. Koordynator układa tydzień w arkuszu. Zmiany idą komunikatorem.
Pierwszy poniedziałek września. Biura wracają do pełnej obsady po urlopach, wspólnoty chcą doczyszczenia klatek po wakacyjnym ruchu. Dwie osoby z porannej zmiany nie przychodzą. Jedna jest na zwolnieniu, druga milczy. Koordynator przekłada ludzi z obiektu, który „może poczekać”, na ten, który ma zapis o karze umownej za przerwę w serwisie.
Na koniec miesiąca zbierają się trzy listy. Karty z obiektów, wpisy w arkuszu i to, co poszło do księgowości jako godziny do wypłaty. Przy dwóch osobach, które w tym tygodniu skakały między lokalizacjami, nikt nie umie powiedzieć, ile godzin spadło na które biuro. Faktura idzie według umowy. Wypłata — według tego, co kto zadeklarował. Różnica zostaje w marży albo w sporze z klientem.
W tej historii pomaga jedna rzecz: wspólny grafik powiązany z obiektem, a nie z zeszytem. Osoba, która nie weszła na zmianę, jest od razu widoczna. Zastępstwo ma przypisany obiekt i godzinę. Koordynator nie dzwoni po kolei, żeby złożyć dzień.
Grafik, który pęka przy pierwszej nieobecności
W sprzątaniu grafik jest produktem. Biuro ma wejść o ustalonej godzinie, klatka — przed zejściem mieszkańców do pracy, hala — w oknie między zmianami magazynu. Gdy ktoś wypada, przesuwa się nie tylko nazwisko. Przesuwa się też dojazd, klucz, chemia i czas, który został na kolejny obiekt.
W małej ekipie zastępstwo często oznacza, że ta sama osoba robi dwa obiekty pod rząd albo że obiekt zostaje „na jutro”. Jutro ma już swój plan. Klient widzi brudną kuchnię i pisze wiadomość. Koordynator odpowiada z pamięci, kto tam był.
PIGC w rekomendacjach na 2026 r. wprost wpisuje absencje i zastępstwa do kosztu jednego etatu. Izba ostrzega też zamawiających przed narzucaniem sztywnej liczby etatów zamiast efektu usługi. Dla wykonawcy to działa w obie strony: nie da się utrzymać ciągłości, jeśli grafik nie pokazuje, kto naprawdę wszedł, a kto tylko figurował w arkuszu z poprzedniego tygodnia.
Tu przydaje się panel z grafikiem na obiekt, nie na „dział sprzątania”. Zmiana ma godzinę wejścia, osobę i zastępcę. Nieobecność zamyka slot i od razu pokazuje, które lokale zostają bez obsady. Przypomnienie na telefonie do osoby z listy rezerwowej jest szybsze niż łańcuszek wiadomości. Podobny problem — godziny ludzi, których nie widać w jednym miejscu — opisuje też ewidencja godzin w agencji pracy tymczasowej, tylko tam druga strona to hala, nie biurowiec.
Excel wystarczy, gdy obiektów jest kilka i wszyscy mieszkają w tym samym mieście. Przy kilkunastu lokalizacjach i zmianach porannych oraz wieczornych arkusz przestaje być wspólną prawdą. Każdy ma inną kopię. Koordynator o 21:00 poprawia jutro, a osoba na obiekcie o 6:00 otwiera wczorajszy plik.
Godziny na obiekcie i godziny na fakturze
Umowa B2B na sprzątanie biura rzadko rozlicza każdą godzinę. Częściej jest ryczałt za metr i określoną liczbę wejść w tygodniu. Wewnątrz firmy koszt i tak jest godzinowy: etat, dojazd, nadgodziny, zlecenie. Jeśli ewidencja nie spina osoby z obiektem, właściciel nie wie, które kontrakty utrzymują resztę.
Na zleceniu stawka nie może spaść poniżej 31,40 zł za godzinę. To wynika z ustawy o minimalnym wynagrodzeniu i rozporządzenia Rady Ministrów z 11 września 2025 r. Strony nie muszą zapisać stawki godzinowej w umowie. Muszą jednak tak ustalić wynagrodzenie, żeby po przeliczeniu na godzinę nie było niższe. Gdy miejsce i czas pracy ustala zleceniodawca, ewidencja godzin nie jest ozdobą. Jest warunkiem, żeby w ogóle wiedzieć, czy minimum zostało zachowane.
Na etacie sprawa wygląda inaczej. Gwarancja jest miesięczna, 4806 zł brutto od stycznia, niezależnie od liczby godzin w danym miesiącu przy pełnym etacie. Koszt pracodawcy jest wyższy niż brutto. PragmaGO w wyliczeniu na 2026 r. dolicza składki po stronie firmy i otrzymuje 5790,28 zł bez PPK oraz 5862,37 zł, gdy pracownik jest w programie. To kalkulacja przy składce wypadkowej 1,76 proc., nie wyrok dla każdej firmy. Pokazuje jednak skalę: od 4806 zł do wypłaty droga jest krótsza niż od 4806 zł do kosztu, który trzeba pokryć fakturą.
Gdy te same osoby skaczą między biurem, wspólnotą i jednorazowym doczyszczeniem, ryczałt na fakturze przestaje mówić, ile godzin zjadł który kontrakt. Wtedy pomaga rejestr wejść: obiekt, data, osoba, czas od–do, potwierdzenie. Na koniec miesiąca zestawienie godzin ma się zgadzać z tym, co poszło do wypłaty i z tym, co poszło do klienta.
Gotowy program do ewidencji czasu często liczy obecność w firmie, nie obecność na konkretnym piętrze. W sprzątaniu piętro jest jednostką rozliczeniową. Jeśli narzędzie nie zna obiektu, zostaje ręczny eksport do arkusza. To ten sam zator, tylko przeniesiony o krok dalej.
Checklista z toalety, nie z pamięci koordynatora
Reklamacja w tej branży przychodzi szybko i zwykle bez zdjęcia z godziny serwisu. Klient pisze, że w kuchni leżały kubki, że w toalecie skończył się papier, że po weekendzie widać ślady na wykładzinie. Koordynator pyta ekipę. Ekipa mówi, że było zrobione. Nie ma listy, nie ma znacznika czasu, nie ma kto był na zmianie.
Izba w rekomendacjach dla zamawiających wymienia kontrolę jakości i monitorowanie realizacji jako osobny rozdział zamówienia, nie jako dopisek. Po stronie wykonawcy to samo: bez krótkiej checklisty z obiektu reklamacja staje się sporem o pamięć. Przy kilku wejściach dziennie pamięć nie uniesie dwunastu kuchni.
Raport z telefonu po zejściu z obiektu zamyka ten spór wcześniej. Kilka pozycji z zakresu — sanitariaty, kuchnia, biurka, podłogi, uzupełnienie środków — plus zdjęcie tam, gdzie umowa tego wymaga. Status „zrobione / nie dotyczy / wymaga zgłoszenia” jest czytelny dla koordynatora rano, zanim klient napisze. Ten sam mechanizm, tylko w innym terenie, opisuje aplikacja dla serwisu terenowego: zlecenie, raport z wizyty, co zostało na miejscu.
Nie każdy obiekt potrzebuje zdjęcia każdej umywalki. Wspólnota z klatką i wiatrołapem często wystarczy z krótką listą. Gabinet albo serwerownia — z inną. Jeśli jedna lista wisi na wszystkie kontrakty, ludzie odhaczają na ślepo albo wcale. Wtedy checklista jest gorsza niż zeszyt, bo udaje, że jakość została zmierzona.
Chemia w szafce, której nikt nie spisał
Środki czystości, worki, papier i dozowniki są w umowach często „w cenie serwisu”. PIGC zwraca uwagę, że zamawiający bywa, iż nie uwzględnia rzeczywistego zużycia materiałów higienicznych. Po stronie firmy skutek jest prosty: chemia znika z szafki na obiekcie, dokupuje się ją z kieszeni kontraktu, a nikt nie wie, czy ubytek wynika z ruchu ludzi, z kradzieży, czy z tego, że ekipa wozi zapas między lokalizacjami.
W przykładzie z dwudziestoma osobami magazyn centralny to zwykle bagażnik i szafka u klienta. Koordynator dowiaduje się o braku, gdy ktoś dzwoni z parkingu. Zakup idzie na kartę, paragon wpada do szuflady, obiekt nie zostaje obciążony. Przy ryczałcie to wygląda niewinnie. Przy kilkunastu biurach suma paragonów zjada to, co miało zostać po kosztach osobowych.
Pomaga tu prosta ewidencja wydań na obiekt: co wyjechało z magazynu, co zostało przyjęte na miejscu, przy jakim stanie trzeba dosłać. Nie musi to być pełny WMS. Musi być widać, że trzy biura zużywają papier dwukrotnie szybciej niż zapis w wycenie. Wtedy albo aktualizuje się umowę, albo zmienia się sposób uzupełniania, zanim strata utrwali się jako „koszt chemii”.
Gotowy program magazynowy liczy stany w hali. W firmie sprzątającej stan siedzi u klienta, w aucie i w piwnicy biura. Jeśli narzędzie nie zna tych trzech miejsc, znowu wraca arkusz. Integracja z hurtownią chemii ma sens, gdy zamówienia są regularne i powtarzalne. Przy zakupach z dwóch sklepów i karty paliwowej najpierw trzeba spisać, co w ogóle schodzi z obiektów.
Koszt etatu, stawka 31,40 zł i umowa bez waloryzacji
Płaca minimalna 4806 zł obowiązuje od stycznia. Na tle lipcowej średniej 9509 zł widać, jak wąski jest pas, w którym porusza się większość ekip. PIGC w styczniu aktualizowała rekomendacje właśnie dlatego, że wzrost minimum „istotnie wpływa na koszty realizacji usług utrzymania czystości” i przekłada się na stawki godzinowe personelu oraz na cały kontrakt.
Izba wskazuje błąd zamawiających: brak zapisów o waloryzacji w umowach długoterminowych. Dla wykonawcy skutek jest odczuwalny po kilku miesiącach. Stawka na fakturze stoi. Koszt etatu, składek, chemii i dojazdu nie stoi. Rażąco niska cena — ostrzega PIGC — kończy się obniżeniem jakości, naruszeniami prawa pracy albo przerwą w serwisie. To nie jest interpretacja przepisów. To opis, co się dzieje, gdy kalkulacja nie wytrzymuje roku.
W wycenie nowej umowy liczy się nie tylko stawka za metr. Liczy się, ile godzin realnie schodzi na obiekt przy danej technologii i jak często ktoś wypada. Jeśli firma nie ma historii godzin z podobnych biur, składa ofertę z pamięci ostatniego przetargu. Wygrywa. Potem dokłada osobę, której nie było w kalkulacji.
Panel, który zbiera godziny per obiekt przez kilka miesięcy, nie zastąpi wizji lokalnej — PIGC i tak zaleca, żeby jej nie pomijać. Daje natomiast twarde wejście do rozmowy o aneksie: ten metraż przy trzech wejściach w tygodniu zjada więcej godzin niż zapis z zeszłego roku. Bez takiej historii waloryzacja zostaje gołym postulatem w umowie albo jej brakiem.
Część kontraktów publicznych wymaga zatrudnienia na umowę o pracę. Wtedy ewidencja musi przeżyć nie tylko klienta, ale i ewentualne pytanie o stosunek pracy. To nie jest temat na osobny system kadrowy zamiast ZUS i programu płacowego. To jest temat na to, żeby godziny z obiektu dało się zestawić z listą, którą i tak sporządza księgowość.
Kiedy wystarczy Excel, a kiedy osobny panel
Kilka stałych mieszkań albo dwa biura w jednym budynku da się ogarnąć kalendarzem i arkuszem. Właściciel zna ludzi z imienia, wie, kto choruje, i sam jeździ z chemią. Dedykowana aplikacja byłaby droższa niż problem.
Gotowy SaaS do grafików i checklist sprawdza się, gdy obiekty są do siebie podobne, zakres nie wychodzi poza to, co oferuje program, i nikt nie wymaga nietypowego raportu dla zarządcy albo dla przetargu. Opłata abonamentowa jest wtedy tańsza niż pisanie własnego panelu. Ograniczenie wychodzi, gdy trzeba spiąć godzinę z fakturą w programie księgowym, stany chemii w trzech miejscach i portal, przez który wspólnota zgłasza usterkę.
Integracja ma sens, gdy dwa programy już działają: na przykład ewidencja czasu i FK. Zamiast trzeciego systemu spina się eksport godzin do księgowości. Nie rusza się tego, co liczy ZUS i listę płac.
Własna aplikacja zaczyna się opłacać, gdy proces jest stały i nie mieści się w gotowcu: obiekty z różnym zakresem, zmiany nocne, podwykonawcy na części zleceń, raport dla zarządcy nieruchomości w innym układzie niż raport dla biura, rozliczenie chemii na kontrakt. Wtedy buduje się panel pod ten obieg, a nie odwrotnie. Szersze porównanie, kiedy abonament przestaje się spinać, jest w tekście o gotowym programie i oprogramowaniu na zamówienie.
Jak spiąć obiekt, godzinę i wypłatę
W opisanej firmie z dwudziestoma osobami nie potrzeba „systemu do wszystkiego”. Potrzeba, żeby grafik, wejście na obiekt, checklista i wydanie chemii siedziały przy tym samym kontrakcie. Wtedy poniedziałkowa absencja nie rozjeżdża trzech list na koniec miesiąca.
GESOFT buduje takie panele na zamówienie, gdy gotowiec nie obsługuje tego obiegu. Zwykle zaczyna się od rozpisania: które obiekty, jakie zmiany, skąd biorą się godziny do wypłaty, co klient ma prawo zobaczyć. Dopiero potem powstaje aplikacja webowa z grafikiem, raportem z telefonu i — jeśli jest potrzeba — prostym portalem zgłoszeń.
Nie zastępuje to ZUS-u, programu kadrowo-płacowego ani arkusza, który wciąż wystarcza przy dwóch lokalizacjach. Ma spiąć to, czego te narzędzia nie widzą: że godzina z listy płac albo spadła na biuro z ryczałtem, albo na wspólnotę z limitem, albo na nic, bo ktoś stał w korku między obiektami.
Opisz projekt