Lektor ma zastępstwo w podstawówce. Szkoła językowa we wrześniu gubi grafik
23 sierpnia 2026 r. MEN podało PAP 17 308 wakatów przed rokiem szkolnym, w tym 896 ofert dla anglistów i 1919 w wychowaniu przedszkolnym. Prywatna szkoła językowa traci lekcję, gdy grafik lektora, lista grupy i rata żyją w trzech plikach.
23 sierpnia 2026 r. Bankier.pl opublikował dane Ministerstwa Edukacji Narodowej przekazane PAP. Przed rokiem szkolnym 2026/2027 w szkołach i placówkach oświatowych wykazano 17 308 wolnych stanowisk, co odpowiada 11 732 etatom.
Najwięcej ofert dotyczyło wychowania przedszkolnego (1919), nauczycieli współorganizujących kształcenie uczniów z niepełnosprawnościami (1649), psychologów (1149) i matematyki (1019). Język polski: 939. Język angielski: 896. Przedmioty zawodowe: 893.
Dla właściciela szkoły językowej albo niepublicznego przedszkola te liczby nie są tabelką z ministerstwa. Ten sam anglista, ta sama wychowawczyni i ten sam psycholog pracują też w prywatnej placówce. We wrześniu biuro układa grupy, a lektor dzwoni, że w podstawówce dostał zastępstwo.
MEN zaznaczyło, że wakacje to okres ruchów kadrowych i że liczba publikowanych ofert nie obrazuje rzeczywistych braków. Solidarność oświatowa w dniu rozpoczęcia roku, 1 września 2026 r., oszacowała wakaty znacznie wyżej i przypomniała o godzinach ponadwymiarowych. To ocena związku, nie dane urzędu. Dla prywatnej szkoły i tak zostaje ten sam problem: grafik zajęć rozjeżdża się, gdy kadra ma dwa miejsca pracy.
Liczby z ministerstwa i 556 wniosków z Małopolski
Rzeczniczka MEN Ewelina Gorczyca wyjaśniła PAP, że dyrektor publikuje wakat, gdy uzna, że potrzebuje dodatkowego nauczyciela. Brak oferty nie znaczy, że w szkole jest komplet. Oznacza, że nikt nie zgłosił naboru na to stanowisko.
Resort podkreślił, że edukacji zdrowotnej nie musi prowadzić nauczyciel zatrudniony wyłącznie do tego przedmiotu. Kwalifikacje ma niemal 113 tys. osób, m.in. biolodzy, nauczyciele przyrody, wychowania fizycznego, WDŻ i psychologowie. W roku 2025/2026 przedmiot prowadziło blisko 23 tys. nauczycieli. To kontekst reformy, nie opis pracy prywatnej szkoły.
Twardy sygnał z terenu jest w Małopolsce. Do 6 sierpnia 2026 r. do Kuratorium Oświaty w Krakowie wpłynęło 556 wniosków o zgodę na zatrudnienie nauczyciela bez wymaganych kwalifikacji na rok 2026/2027. Najczęściej chodziło o współorganizowanie kształcenia, psychologów szkolnych, rewalidację i wychowanie przedszkolne. Zgoda kuratora jest możliwa, gdy nie da się zatrudnić osoby z kwalifikacjami.
Prywatna szkoła językowa nie składa takiego wniosku. Konkuruje o tych samych ludzi stawką, elastycznym grafikiem i tym, czy lektor nie musi odwoływać grupy, bo w publicznej placówce ktoś zachorował. Niepubliczne przedszkole konkuruje o wychowawców, których publiczne nabory wciąż szukają.
Waldemar Jakubowski z oświatowej Solidarności powiedział 1 września, że w szkołach pracują emeryci, że część osób „ciągnie nawet po dwa etaty”, a część uczy w kilku szkołach. Związek podał też, że w poprzednim roku szkolnym było ponad dwa miliony godzin nadliczbowych. Tych liczb nie potwierdza komunikat GUS. Opisują jednak mechanizm, który prywatna placówka zna z codziennej pracy: lektor nie jest „wolny we wtorki o 17.00”, tylko ma lukę między dyżurem w podstawówce a własną grupą.
Przykład: szkoła językowa z kilkunastoma grupami
Wyobraźmy sobie szkołę językową w mieście powiatowym. Kilkanaście grup angielskiego, kilka niemieckiego, zajęcia dla dzieci po południu i dwie grupy wieczorne dla dorosłych. Lektorów jest kilkoro. Część z nich uczy też w szkole publicznej.
Sekretariat to jedna, najwyżej dwie osoby. Zapisy przyszły przez formularz na stronie, przez Messenger i przez kartkę zostawioną po dniu otwartym w czerwcu. W Excelu są kolumny: imię, poziom, dzień, rata. Osobny arkusz ma grafik lektorów. Obecność jest na kartce w sali.
W ostatni tydzień sierpnia jedna grupa A2 ma siedem zgłoszeń, inna — czternaście na limit dziesięciu. Lektor, który miał wtorki i czwartki, pisze, że w podstawówce dostał zastępstwo do października i może tylko środy. Rodzic z listy rezerwowej dzwoni, czy jest miejsce. Inny rodzic pyta, czemu nikt nie potwierdził wpłaty za wrzesień.
W tej historii nie brakuje chęci. Brakuje jednego miejsca, w którym widać jednocześnie: kto jest w grupie, kto zapłacił, kto prowadzi zajęcia i co się dzieje, gdy ta osoba wypada. Wspólny grafik z konfliktem godzin i statusem wpłaty obok nazwiska zaoszczędziłby telefonów, które we wrześniu i tak nie kończą się przed osiemnastą.
Grafik, gdy lektor ma drugą placówkę
Publiczna szkoła układa plan na cały rok. Prywatna szkoła językowa układa go na semestr, a potem poprawia go przez wrzesień, bo grupy się zlewają, poziomy się nie zgadzają i lektorzy odpisują z opóźnieniem. Gdy ta sama osoba ma etat albo godziny w oświacie, prywatny grafik jest resztką po publicznym, nie odwrotnie.
Konflikt widać dopiero w dniu zajęć. Lektor pisze rano, że zostaje na zastępstwie. Sekretariat odwołuje grupę na Messengerze, ale nie wszystkich. Ktoś przychodzi pod drzwi. Ktoś inny już jest w aucie. Godzina, za którą rodzic zapłacił, przepada albo schodzi na inny dzień, którego nikt nie zapisał w jednym kalendarzu.
W małej szkole z trzema grupami wystarczy tabela i telefon. Przy kilkunastu grupach i kilku lektorach tabela kłamie, bo nikt jej nie zamyka na klucz. Dwie osoby edytują ten sam plik, a trzecia ma starą kopię w mailu z lipca.
Panel z kalendarzem sali i osoby pokazuje zajętość, zanim biuro potwierdzi nową grupę. Lektor widzi swoje godziny. Biuro widzi, że środa o 17.00 jest już wzięta. Zastępstwo da się wpisać jako nieobecność z powodem, a nie jako wiadomość, która ginie w czacie. Rodzic dostaje informację o odwołaniu z tego samego rekordu, z którego biuro liczy, czy lekcję trzeba odrobić.
To nie zastępuje umowy z lektorem i nie każe mu rezygnować z etatu w publicznej szkole. Porządkuje tylko to, co prywatna placówka może ogarnąć: które godziny są obiecane której grupie.
Zapisy, które nie zgadzają się z salą
Wrzesień w szkole językowej to nie rekrutacja z wiosny. To dociągnięcie list, które przez lato żyły w trzech miejscach. Formularz na stronie przyjął zgłoszenie. Mama dopisała rodzeństwo na Instagramie. Tata napisał, że „chyba będą chodzić od października”. Limit miejsc istnieje tylko wtedy, gdy ktoś go pilnuje w jednym rejestrze.
Grupa za mała nie pokrywa stawki lektora. Grupa za duża psuje lekcję i kończy się reklamacją. Szkoła często czeka do drugiego tygodnia września, aż „się ułoży”. Ułożenie polega na tym, że dwie grupy się łączą, jedna się rozpada, a rodzic, który zapłacił za wtorek, dostaje czwartek i nie chce.
System zapisów na kursy ma tu konkretne zadanie: miejsce w grupie znika w chwili zapisu, a nie po ręcznym przerzuceniu wiersza. Lista rezerwowa jest kolejką z datą, nie notatką na marginesie. Poziom, który rodzic zaznaczył w formularzu, nie jest wyrokiem — test kwalifikacyjny może go zmienić — ale biuro widzi, ile osób czeka na A2, a ile na B1, zanim lektor wejdzie do sali.
W niepublicznym przedszkolu ten sam zator wygląda inaczej. Rodzic, który nie dostał się do publicznej placówki, dzwoni w sierpniu i wrześniu. Opiekunów, których publiczne przedszkola wciąż szukają, prywatna placówka musi utrzymać stawką i przewidywalnym grafikiem. Program dla przedszkola i żłobka spina nabór z listą obecności. Szkoła językowa spina nabór z salą i lektorem. Mechanizm jest ten sam: miejsce, osoba, godzina.
Nieobecność, która psuje rozliczenie godziny
Lektor odwołuje zajęcia z powodu zastępstwa w podstawówce. Dziecko nie przychodzi, bo ma sprawdzian. Dorosły kursant zostaje w pracy. Szkoła językowa ma trzy różne nieobecności i jeden Excel, który ich nie rozróżnia.
Rodzic oczekuje odrobienia, gdy szkoła odwołała lekcję. Nie oczekuje zwrotu, gdy to dziecko nie przyszło. Lektor rozliczany od godziny chce zapłaty za obecność w sali, nie za pustą listę. Biuro, które nie ma statusu „odwołane przez szkołę / nieobecność kursanta / choroba lektora”, liczy to po fakcie z pamięci i z czatu.
Lista obecności w telefonie lektora zamyka lekcję w dniu zajęć. Biuro widzi, czy grupa się odbyła. Przy odwołaniu z winy szkoły system może od razu zaproponować termin odrobienia albo odnotować godzinę do rozliczenia. Przy nieobecności kursanta zostaje ślad, bez oskarżania dziecka na grupie rodziców.
Gotowy program do szkół językowych zwykle ma taką listę. Wystarcza, gdy proces jest standardowy: grupa, lektor, obecność, rata. Przestaje wystarczać, gdy szkoła prowadzi też półkolonie, zajęcia indywidualne, hybrydę online i umowę z firmą na angielski dla pracowników. Wtedy obecność musi wejść w inny cennik i inną fakturę.
Rata za wrzesień i grupa, której już nie ma
Płatność w szkole językowej rzadko jest jedną kwotą. Wpisowe, rata miesięczna, zniżka rodzeństwa, promocja „zapłać za semestr”. We wrześniu część osób płaci, część obiecuje, część czeka, aż grupa na pewno wystartuje. Sekretariat nie powinno puszczać dziecka do sali „na słowo”, ale często puszcza, bo rodzic jest stały i „zawsze wpłaca do dziesiątego”.
Gdy grupa się rozpada, bo zostało pięć osób, szkoła musi oddać pieniądze albo przenieść kursanta. Bez statusu wpłaty przy osobie to ręczna archeologia przelewów. Tytuł przelewu bywa imieniem dziecka, nazwiskiem mamy albo słowem „angielski”. Księgowa składa to wieczorem.
Panel, w którym zapis, grupa i płatność mają ten sam identyfikator, nie zastępuje księgowości. Pokazuje biuru, kto może wejść na listę, a kto ma zaległość. Przypomnienie o racie wychodzi z systemu, nie z prywatnego telefonu sekretarki. Przy przeniesieniu między grupami kwota idzie za osobą, nie ginie w starym arkuszu.
W przedszkolu niepublicznym analogiczna pozycja to czesne i wyżywienie. Rodzic, który waha się między publiczną listą rezerwową a prywatną umową, i tak pyta o koszt. Placówka, która nie spina obecności z odpłatnością za posiłek, traci na każdej chorobie albo liczy ręcznie zwroty. To osobny obieg, ale we wrześniu dzieje się w tym samym biurze, które układa też grafik anglistów na popołudnie.
Rodzic dowiaduje się za późno
Odwołana lekcja jest drobnostką, jeśli wiadomość dotrze przed wyjściem z pracy. Jest awanturą, jeśli dotrze, gdy dziecko już stoi pod salą. We wrześniu odwołań jest więcej: lektorzy łatają publiczne grafiki, dzieci chorują po wakacjach, sale się zmieniają.
Grupa na Messengerze wygląda na szybki kanał i nie jest rejestrem. Nie wiadomo, kto odczytał. Nie wiadomo, czy tata, który odbiera we wtorki, jest na grupie. Po roku szkoła ma kilkanaście czatów i żadnej historii, którą da się pokazać przy reklamacji.
Aplikacja albo panel rodzica z powiadomieniem o odwołaniu i nowym terminie załatwia jedną rzecz: tę samą informację dostają osoby przypisane do dziecka. Lektor nie publikuje ogłoszenia na własną rękę. Biuro nie dzwoni po kolei z dziennika. Jeśli szkoła zbiera też zgody na wizerunek i komunikację, te zgody nie powinny mieszkać w tym samym wątku co odwołanie zajęć — o tym jest osobny tekst o ewidencji wizerunku w żłobku.
Dla dorosłych grup wieczornych kanał jest prostszy: mail albo SMS. Dla dzieci po południu musi dojść do rodzica, nie do ucznia. To oczywiste, dopóki numer w Excelu należy do mamy, a odbiera tata.
Excel, gotowy program albo osobny panel
Trzy grupy, jeden lektor, zapisy raz w roku: arkusz wystarczy. Właściciel zna każdego kursanta. Konflikt godzin widać na kartce. Wdrożenie programu, który kosztuje abonament i czas na szkolenie, nic tu nie przyspieszy.
Gotowy SaaS dla szkół językowych jest rozsądny, gdy proces jest typowy. Są grupy, poziomy, raty, lista obecności, panel rodzica. Na rynku jest kilka takich programów. Szkoła, która nie ma nietypowego cennika ani drugiej działalności, zwykle nie potrzebuje dedykowanej aplikacji.
Integracja ma sens, gdy zapisy są na stronie, płatności idą przez operatora, a księgowość siedzi w innym programie. Wtedy nie buduje się trzeciego systemu, tylko spina dwa istniejące: status wpłaty wraca do listy grupy. Gotowy program przestaje się spinać, gdy szkoła dokłada przedszkole, obozy, kursy firmowe i lekcje online z inną stawką.
Dedykowany panel opłaca się, gdy właściciel i tak utrzymuje kilka Exceli i ręcznie przenosi te same nazwiska. Albo gdy lektorzy rozliczani są różnie: etat, zlecenie, godziny odbyte, godziny odwołane z winy szkoły. Albo gdy publiczny grafik lektora ma wchodzić jako zablokowane sloty, a nie jako wiadomość na czacie. Wtedy aplikacja na zamówienie nie jest kaprysem. Jest tańsza niż sekretariat, który we wrześniu pracuje do nocy.
Godziny sprzedane i rata pobrana
Dane MEN z sierpnia i konferencja Solidarności z 1 września opisują publiczną oświatę. Prywatna szkoła językowa i niepubliczne przedszkole żyją obok niej. Biorą z tego samego rynku pracy anglistów, wychowawców i psychologów. We wrześniu przegrywają nie dlatego, że nie przeczytały komunikatu PAP. Przegrywają, gdy odwołanie lekcji, pusta sala i nieopłacona rata są trzema osobnymi historiami.
GESOFT buduje panele pod taki obieg, gdy gotowy program go nie obejmuje. Kalendarz sali i lektora, zapisy z limitem miejsc, obecność z powodu nieobecności, status wpłaty przy kursancie, powiadomienie rodzica o odwołaniu. Aplikacja dla rodzica ma sens, gdy odwołanie musi dotrzeć przed wyjściem z pracy, a nie jako wpis na czacie po fakcie.
Nie zastępuje to kuratorium, dziennika elektronicznego w publicznej szkole ani listy wakatów MEN. Nie każe lektorowi rzucać etatu. Porządkuje godziny, które prywatna placówka sprzedała i za które pobrała ratę.
Opisz projekt