AGD w górę, odzież w dół. Hurtownia zamawia jak w zeszłym lipcu
25 sierpnia 2026 r. GUS podał, że sprzedaż detaliczna w lipcu wzrosła o 3,9 proc. rok do roku, wolniej niż w czerwcu. Przez internet poszło 8,9 proc. obrotów. Hurtownia i lokalny sklep tracą marżę, gdy stan, cennik B2B i koszyk żyją w trzech plikach.
25 sierpnia 2026 r. Główny Urząd Statystyczny opisał rynek wewnętrzny za lipiec. Sprzedaż detaliczna w cenach stałych była o 3,9 proc. wyższa niż rok wcześniej. W czerwcu ten sam wskaźnik rósł o 6,2 proc., a w lipcu 2025 r. o 4,8 proc.
Po wyłączeniu sezonowości obroty skurczyły się o 0,3 proc. wobec czerwca i wzrosły o 4,3 proc. w skali roku. Od stycznia do lipca sprzedaż urosła o 3,7 proc.
Bankier.pl dodał, że odczyt w cenach stałych wypadł poniżej konsensusu ekonomistów (4,2 proc.). Przez internet w lipcu poszło 8,9 proc. sprzedaży detalicznej ogółem, o 0,3 punktu procentowego więcej niż przed rokiem. Wartość e-handlu w cenach bieżących była o 9 proc. wyższa niż w lipcu 2025 r.
Dla hurtowni i lokalnego sklepu z magazynem te publikacje nie kończą się na wykresie. Meble, RTV i AGD poszły w górę, odzież i obuwie w dół, a prawie co czwarta złotówka z tekstyliów schodzi już z koszyka, nie z wieszaka. Firma, która zamawia „jak zawsze w lipcu”, trzyma na regale towar z innego sezonu.
Co GUS policzył w grupach towarów
Urząd rozbił lipiec na grupy. W cenach stałych, względem lipca 2025 r., najmocniej rosły farmaceutyki, kosmetyki i sprzęt ortopedyczny (o 10,8 proc.) oraz kategoria „pozostałe” (o 9,2 proc.). Meble, RTV i AGD zwiększyły się o 8,8 proc., pojazdy, motocykle i części o 8,1 proc. Żywność, napoje i wyroby tytoniowe — największy kawałek handlu — tylko o 1,5 proc.
Spadki też są twarde. Tekstylia, odzież i obuwie: minus 1,7 proc. Prasa, książki i pozostała sprzedaż w sklepach wyspecjalizowanych: minus 1,2 proc. Paliwa stałe, ciekłe i gazowe: minus 0,2 proc. GUS zaznaczył, że w paliwach spadek pojawił się po raz pierwszy od ponad roku.
Rok wcześniej obraz lipca był inny. W lipcu 2025 r. odzież i obuwie rosły o 14,7 proc., meble, RTV i AGD o 15,3 proc. Kto w 2026 r. złożył u dostawcy to samo zamówienie co dwanaście miesięcy wcześniej, dostał mix z poprzedniej fali, nie z tej.
Udział internetu w wybranych grupach mówi, gdzie ten popyt się realizuje, nie tylko czy jest. W tekstyliach, odzieży i obuwiu przez sieć poszło 24,8 proc. sprzedaży (rok wcześniej 23,4 proc.). W prasie i książkach 21,6 proc. (19,6). W meblach, RTV i AGD 19,9 proc. (17,5). W farmaceutykach i kosmetykach udział sieci wzrósł z 6,4 do 8,0 proc.
Hurt zachowywał się inaczej niż detal. Sprzedaż hurtowa w przedsiębiorstwach handlowych była w lipcu o 12,7 proc. wyższa niż przed rokiem, w samych firmach hurtowych o 8,8 proc. Przed rokiem te dynamiki wynosiły 1,8 i 2,4 proc. Wśród grup o dużym udziale GUS wyróżnił narzędzia technologii informacyjnej, maszyny i urządzenia: plus 23,5 proc. po spadku o 3,4 proc. rok wcześniej. Żywność w hurcie: plus 5,1 proc. Kosmetyki i wyroby farmaceutyczne w hurcie: minus 0,8 proc., po wzroście o 13,5 proc. w lipcu 2025 r.
Od stycznia do lipca sprzedaż hurtowa w przedsiębiorstwach handlowych wzrosła o 11,0 proc., w hurtowniach o 7,2 proc. Detal w tym samym okresie: 3,7 proc. w cenach stałych. Hurt więc ciągnie zamówienia sklepów i firm, a detal pokazuje, które półki u klienta końcowego naprawdę się ruszają.
Przykład: hurtownia AGD i kilkadziesiąt sklepów
Wyobraźmy sobie regionalną hurtownię drobnego AGD i artykułów gospodarstwa domowego. Kilkadziesiąt stałych sklepów B2B, własny sklep internetowy z odbiorem i przesyłką, jeden magazyn przy hali. Ludzi na kompletacji jest kilku. Biuro liczy trzy, cztery osoby. Tak wygląda typowa firma, która żyje z rotacji towaru, a nie z raportu GUS.
Lipiec w tej historii wygląda tak. Sklepy partnerskie dzwonią po odkurzacze, czajniki i drobne AGD, bo u nich też schodzi, zgodnie z tym, co urząd potem pokazał w grupie meble, RTV, AGD. Równolegle sklep online zbiera koszyki wieczorem i w nocy. Magazyn rano kompletuje najpierw palety dla stałych klientów, bo „oni płacą fakturą i biorą ilości”. Paczki z internetu idą na popołudnie.
Po południu okazuje się, że trzech klientów z sieci zamówiło model, który rano poszedł na paletę do sklepu stacjonarnego. W panelu sklepu stan nadal pokazuje „dostępny”, bo nikt go nie zdjął przy wydaniu. Biuro odwołuje wysyłki albo obiecuje „na dni”. Stały klient B2B dostał towar, którego e-sklep już nie ma. Marża z koszyka przepada, a reklamacja zostaje.
W tej konkretnej sytuacji pomaga jedna rzecz: rezerwacja stanu w chwili zamówienia, wspólna dla sklepu internetowego i dla wydania B2B. Magazyn widzi, co jest wolne, co zarezerwowane i na kogo. Ta sama liczba stoi na hali i w sklepie.
Zamówienie u dostawcy z zeszłorocznego lipca
W wielu hurtowniach zatowarowanie na wakacje układa się z pamięci i z arkusza „lipiec 2025”. Tamten lipiec był mocny w odzieży i w AGD. Tegoroczny rozjechał te dwie grupy. Kto trzyma i tekstylia, i sprzęt, po publikacji GUS z 25 sierpnia widzi w liczbach to, co na regale czuł od tygodni: jedne kartony schodzą, drugie robią się meblem.
Problem nie polega na tym, że urząd „pomylił się” o kilka dziesiątych punktu. Polega na tym, że firma nie ma sprzedaży według indeksu i kanału w czasie, gdy jeszcze można skorygować dostawę. Arkusz z przyjęciem towaru mówi, ile weszło. Kasa albo program księgowy mówi, ile wyszło kwotą. Nikt nie zestawia, który indeks zszedł przez B2B, który przez własny sklep, a który leży od maja.
Przy kilkuset pozycjach Excel jeszcze daje radę, jeśli jedna osoba go pilnuje i nikt nie sprzedaje „na gębę”. Przy kilku tysiącach SKU i dwóch kanałach arkusz zaczyna kłamać w momencie, gdy magazynier przesunie karton, a biuro o tym nie wie. Stany magazynowe w hurtowni muszą być ruchem dokumentu — przyjęcie, rezerwacja, wydanie, zwrot — a nie ręcznym wpisem w piątek po inwentaryzacji.
Tu pomaga ewidencja rozchodu według indeksu i źródła zamówienia. Raport nie musi być ładny. Ma pokazać po dwóch tygodniach lipca, że czajniki schodzą z koszyka, a zestaw pościeli, który w 2025 r. szedł w paletach, w 2026 r. zostaje na górnej półce. Wtedy następne zamówienie u dostawcy można ściąć albo przesunąć, zanim faktura zakupu zamrozi gotówkę.
Koszyk w nocy, kompletacja rano
GUS podał, że w meblach, RTV i AGD już prawie co piąta złotówka sprzedaży idzie przez internet. W odzieży — prawie co czwarta, mimo spadku wolumenu. Lokalny sklep, który „ma też Allegro albo własną stronę”, nie dokłada kanału. Dokłada kolejkę kompletacji, która konkuruje z paletą B2B o ten sam karton.
Na hali wygląda to tak. Zamówienia z sieci spływają po zamknięciu hali. Rano ktoś drukuje listę albo przerzuca ją z maila do zeszytu. Kompletujący chodzi po alejkach z kartką. Jeśli ten sam indeks jest na dwóch zamówieniach i na palecie dla sklepu, wygrywa ten, kto pierwszy dojdzie do regału. Drugi klient dostaje „brak towaru”, choć rano stan w sklepie jeszcze był zielony.
Własny sklep internetowy z odbiorem i dowozem ma sens, gdy koszyk odejmuje stan od razu i wystawia zlecenie kompletacji z lokalizacją. Nie wtedy, gdy strona jest wizytówką, a stany ktoś poprawia ręcznie po południu. Różnica widać w reklamacjach: klient, który zapłacił wieczorem, nie przyjmuje do wiadomości, że paleta wyjechała rano do kogo innego.
Dla małego e-sklepu z kilkudziesięcioma produktami wystarczy gotowa platforma i spięcie z programem sprzedaży. Kłopot zaczyna się, gdy ten sam indeks ma iść do paczkomatu, do odbioru osobistego i na paletę hurtową, a priorytet kompletacji zależy od obietnicy terminu, nie od tego, kto krzyknie głośniej na hali.
Wtedy kolejka wydań z priorytetem i rezerwacją na zamówienie oszczędza telefon do klienta. Magazynier dostaje listę: najpierw to, co ma kurier o dziesiątej, potem paleta na jutro. Biuro nie składa dnia z pamięci.
Cennik B2B, który mieszka w skrzynce
Hurtownia rzadko ma jeden cennik. Stały sklep ma rabat od obrotu, nowy klient płaci bliżej detalu, ktoś dostał wyjątek „na otwarcie punktu” i od dwóch lat nikt tego nie zdjął. Te liczby żyją w mailu, w notatce handlowca i w głowie szefa. Magazyn wydaje towar. Faktura powstaje potem, często ręcznie, z inną ceną niż ta, którą klient usłyszał.
Przy wzroście hurłu o 8,8 proc. w samych hurtowniach biuro dostaje więcej zamówień, nie więcej czasu na sprawdzanie, czy cena z rozmowy zgadza się z cennikiem. Błąd o kilka procent na pozycji, powtórzony przez miesiąc, zjada to, co GUS pokazuje jako wzrost. Sklep partnerski też to czuje: raz płaci tak, raz inaczej, i zaczyna dzwonić do konkurencji.
Panel B2B dla hurtowni z indywidualnym cennikiem na koncie klienta zamyka tę dziurę w jednym miejscu. Sklep loguje się, widzi swoje ceny i aktualny stan, składa zamówienie bez telefonu. Biuro nie przepisuje maila do faktury. Handlowiec nie obiecuje rabatu, którego system nie zna.
Jeśli klientów jest kilkunastu i wszyscy biorą z jednego cennika, wystarczy cennik w programie sprzedaży i mail z PDF. Panel zaczyna się opłacać, gdy pojawiają się grupy cenowe, limity kredytowe i historia zamówień, której nikt nie chce szukać w wątkach. Z takiego konta sklep zamawia, gdy magazyn jest zajęty paletą.
Sklep zamawia po staremu, nawet gdy hurt rośnie
Dynamika hurtu w lipcu była wyraźnie wyższa niż detalu. Sklepy i firmy dokładały towar. W grupie narzędzi IT, maszyn i urządzeń GUS policzył plus 23,5 proc. Na fakturze przybywa pozycji, a przy ręcznym przepisywaniu — pomyłek.
Typowy zator wygląda tak. Sklep wysyła listę w mailu albo zdjęcie kartki. Biuro hurtowni przepisuje ją do programu. Część indeksów jest stara, część ma inne oznaczenie u klienta. Magazyn kompletuje „mniej więcej to”. Na miejscu okazuje się, że poszła inna moc, inny kolor albo opakowanie zbiorcze zamiast sztuki. Zwrot jedzie z powrotem. Stan w arkuszu przez dwa dni kłamie.
Portal zamówień z wyszukiwarką indeksu, minimalną ilością i blokadą pozycji, której nie ma na stanie, ucina ten łańcuch. Klient nie zamówi tego, czego nie ma. Hurtownia nie obiecuje dostawy z pamięci. Jeśli sklep i tak woli telefon, zamówienie po rozmowie i tak powinno wylądować w tej samej kolejce co koszyk z internetu. Inaczej magazyn ma dwie prawdy.
Limit kredytowy i zaległe faktury też należą do tego wątku. Gdy obroty hurtu rosną, rośnie pokusa, żeby puszczać towar „na potem”. Bez statusu płatności przy zamówieniu kompletacja idzie, a gotówka zostaje u klienta. Decyzja zapada na hali: wydawać czy czekać, a nie przy zamykaniu miesiąca.
Zwrot, który nie wraca na półkę
Im większy udział internetu, tym więcej paczek wraca. W odzieży, gdzie sieć ma już 24,8 proc. sprzedaży, zwrot jest częścią modelu, nie wyjątkiem. W AGD wraca uszkodzone opakowanie, zły model, sprzęt po nieudanej instalacji. W hurcie sklep oddaje paletę, bo pomylił zamówienie.
W wielu magazynach zwrot ląduje na stole albo w kącie „do sprawdzenia”. Stan w systemie nadal mówi, że towaru nie ma — albo odwrotnie: ktoś go dopisał, zanim otwarto karton. Kolejny klient zamawia „to, co wróciło”. Kompletujący nie znajduje sztuki albo znajduje z otwartym blistrem. Reklamacja mnoży reklamację.
Dokument przyjęcia zwrotu z decyzją — z powrotem na stan, na serwis, na utylizację — zamyka ten obieg. Dopóki karton stoi nieoznaczony, liczba na ekranie jest życzeniem. Przy drobnym AGD i gwarancji producenta dochodzi jeszcze numer seryjny. Bez niego serwis i klient krążą między hurtownią a sklepem.
To samo dotyczy reklamacji jakości. Zdjęcie z magazynu, numer dokumentu wydania i indeks na jednej karcie skracają spór. Nie zastępują oceny usterki. Porządkują, która sztuka wyszła, kiedy i do kogo. Przy wzroście liczby wydań w hurcie bez tego biuro odtwarza historię z maili.
Trzy programy i trzy różne stany
Częsty układ w takiej firmie jest prosty do opisania i trudny w poniedziałek. Program sprzedaży albo Subiekt / Optima trzyma faktury. Sklep internetowy trzyma koszyki. Arkusz albo zeszyt trzyma zamówienia B2B i stany „na szybko”. Kurier ma jeszcze swoją wtyczkę. Żaden z tych bytów nie jest kłamcą w złej wierze. Każdy zna tylko swój kawałek dnia.
Rano stan w sklepie pokazuje dwanaście sztuk. Magazyn wydał osiem na paletę, ale faktura pójdzie po południu. W arkuszu ktoś wczoraj dopisał przyjęcie, którego jeszcze nie rozładowano. Klient B2B dostał cenę z maila z czerwca. Księgowość wystawi dokument z cennika głównego. Po zamknięciu miesiąca nikt nie umie powiedzieć, która liczba była prawdziwa we wtorek o dziesiątej.
Integracja nie musi oznaczać wymiany wszystkiego. Często wystarczy, że zamówienie — z koszyka, z panelu B2B albo wpisane po telefonie — trafia do jednej kolejki wydań, a stan schodzi w tej samej chwili. Faktura powstaje z tego samego dokumentu, nie z osobnego przepisywania. KSeF i program księgowy zostają tam, gdzie są; nie zastępuje się ich sklepem.
Gdy hali przybywa wydań, przyda się też prosty podział pracy. Magazyn widzi listę do spakowania. Biuro widzi, co wyszło i co czeka na fakturę. Handlowiec widzi, czego brakuje u stałego klienta. Bez tego niedzielny grafik sklepu i magazynu, o którym pisaliśmy przy zakazie handlu, schodzi na dalszy plan: nawet w zwykły wtorek nikt nie wie, kto ma kompletować które zamówienie.
Excel, gotowy sklep albo własny panel
Nie każda hurtownia potrzebuje nowej aplikacji. Kilkadziesiąt indeksów, kilku stałych odbiorców i jeden kanał sprzedaży da się utrzymać w arkuszu, jeśli ktoś go zamyka codziennie i nie sprzedaje poza nim. Koszt pomyłki jest wtedy mały, a wdrożenie programu byłoby droższe niż strata.
Gotowy sklep SaaS i integrator zamówień (w stylu platform, które spięają Allegro, własną stronę i kuriera) wystarczą, gdy asortyment jest standardowy, cennik jeden, a magazyn nie dzieli towaru na rezerwacje B2B. Wtedy płaci się abonament i uczy ludzi procesu narzędzia, a nie odwrotnie.
Własny panel zaczyna mieć uzasadnienie, gdy jednocześnie żyją: indywidualne ceny, limit kredytowy, rezerwacja stanu między kanałami, zwroty z decyzją i program księgowy, którego nikt nie chce ruszać. Żaden z gotowych sklepów nie ułoży tego pod konkretną hurtownię bez kombajnów i wyjątków. Wyjątki potem obsługuje biuro ręcznie — i wraca się do punktu wyjścia.
21 sierpnia 2026 r. GUS w badaniu koniunktury, które zestawił Bankier.pl za PAP, pokazał, że 64,6 proc. firm handlu hurtowego planuje utrzymać tegoroczne inwestycje na poziomie 2025 r. To najwyższy odsetek „bez zmian” spośród podanych sektorów. W detalu było to 63,0 proc. Największą barierą pozostają wysokie koszty: w handlu detalicznym wskazało je 50,3 proc. firm, w pozostałych badanych sekcjach ponad 40 proc.
Wielka hala i pełny WMS przy takiej barierze kosztów często spadają z listy. Węższy krok — wspólny stan, cennik na koncie klienta, kolejka wydań — ma większą szansę się spiąć, bo dotyczy procesu, który już zjada marżę, a nie „rozwoju na wszelki wypadek”.
Pytanie, czy brać gotowiec, czy pisać na zamówienie, da się rozstrzygnąć na przepływie jednego zamówienia. Skąd wpada, kto rezerwuje stan, kto kompletuje, skąd bierze się cena, kiedy powstaje faktura, co się dzieje ze zwrotem. Jeśli na tej ścieżce są trzy ręczne przepisywania, arkusz nie wystarczy. Jeśli jest jedno, może wystarczyć to, co firma już ma.
GESOFT buduje aplikacje pod proces firmy, nie pod listę modułów z broszury. W temacie z tego tekstu chodzi zwykle o spięcie trzech rzeczy, które w lipcowych liczbach GUS rozjechały się jednocześnie: stanu, ceny i kanału sprzedaży.
Dla hurtowni oznacza to najczęściej panel, w którym sklep partnerski widzi swój cennik i składa zamówienie, magazyn dostaje kolejkę wydań z rezerwacją, a sklep internetowy odejmuje ten sam stan. Faktura wychodzi z dokumentu wydania. Zwrot wraca dokumentem, nie kartonem na stole. Program księgowy zostaje; łączy się z nim, zamiast go wyrzucać.
Nie każda rozmowa kończy się nowym systemem. Czasem wystarczy integracja sklepu z tym, co już stoi na serwerze, albo porządek w cennikach bez ruszania magazynu. Czasem proces jest na tyle splątany, że taniej jest go opisać i napisać wąski panel, niż dokładać kolejne wtyczki do trzech programów.
Opisz projekt